Nigdy nie lubilam jesieni, a tego roku byla ona dla mnie szczegolnie smutna. Feralnym dniem okazal sie 12 pazdziernika, kiedy po raz pierwszy uslyszelismy diagnoze Obi. To juz trzecia w jego krotkim zyciu :o( Trzecia, ktora wstrzymala nam oddech... przyprawila o tak niebywaly stres, ze znow stalismy sie palaczami... Pobyt w szpitalu, tysiace badan, brak przyczyny i w tym wszystkim nasz maly bezbronny synek, ktoremu nie moglismy pomoc. Przez 4 dlugie tygodnie podawanie sterydow, wilczy apetyt, nieprzespane noce, tysiace godzin spedzone w necie w poszukiwaniu informacji... A maly Obi tylko siedzial w tej swojej malpce *1, apatyczny, marudny, placzliwy, opuchniety, wiecznie glodny, bez ochoty na jakakolwiek zabawe, otumaniony lekami z nieobecnym wzrokiem. Serce mi pekalo jak na niego patrzylam, ale przetrwalismy!!!
Kolejne tygodnie to wychodzenie ze sterydowych skutkow ubocznych. Maly stracil na wadze, odzyskal chec do zabawy ze zdwojona sila (zrobil sie z niego maly rozrabiaka) Nadrabia ponad 2 miesieczne opoznienie w rozwoju fizycznym. Przez ten caly okres jego system immunologiczny obnizony do zera, wiec siedzielismy w domu, zeby uniknac kontaktow z ewentualnymi czychajacymi chorobskami. I tak wlasnie minela nam jesien... kolejny powod, zeby jej nie lubic...
Nim sie obejrzalam nadszedl grudzien. Wlasciwie o chorobie Obi moge mowic w czasie przeszlym, bo na dzien dzisiejszy jest zdrowy, chociaz zdaza sie, ze spazmy powracaja... oby nie!!! Grudzien to dla mnie powrot do pracy. Byly to intensywne 3 tygodnie, ale milo bylo wrocic, pogadac z ludzmi, posmiac sie, poczuc ta "busy" atmosfere. Niestety po 10 miesiecznej przerwie (macierzynski) stracilam swoja tak ciezko wypracowana pozycje. Wlasciwie nie ma sie czemu dziwic bo prawie rok to kawal czasu, a zycie i praca tocza sie dalej. Z jednej strony bylo mi przykro, z drugiej cieszylam sie, ze nie mam tego calego bajzlu na swojej glowie.
Ostatni tydzien to juz tylko w domu. Pranie, wycieczki do pralni, zeby to wszystko wysuszyc. Bieganie na zakupach, pakowanie prezenciorow, kazdy drobiazg osobno, zeby bylo duzo paczek :o) hehehe Nie bylabym soba, gdybym nie zrobila malemu swiatecznej sesji w outfit'cie Mikolaja ;o) Nie powiem... latwo nie bylo bo Obi to maly indywidualista i wizjami mamuski nie za bardzo sie przejmowal. Dobieral sie do dekoracji, rozrywal papiery, sciagal "tlo"... no jednym slowem Destroyer kompozycji :o/ Dalismy jednak rade i mamy cudne zdjecia swiateczne. Nie mam czasu juz ich wrzucac, wiec tylko jedno jak to maly Grinch chcial ukrasc swieta ;o)
*1 Malpka to takie dmuchane kolo, ktore pomaga dziecku w nauce siadania

Jesien mieliście na prawdę ciężką - w Nowym Roku życzę Ci,by taki czas nigdy więcej się nie powtórzył...by było już tylko lepiej.
ReplyDeleteA co do pracy - głowa go góry. Przechodziłam przez to samo. Nastaw się optymistycznie, rób swoje, a inni zobaczą że jesteś tym samym dobrym pracownikiem, którym byłaś zanim urodzilaś Dziecko. Wówczas wszystko wróci do normy..to tylko kwestia czasu...niedługiego.
Pozdrawiam i trzymam kciuki, aby się udało :)
Tak, zdecydowanie zyczenia aby "tamten" czas sie juz nie powtorzyl sa najwazniejsze! dziekuje :o)
ReplyDeletew pracy jak to powiadaja: raz na wozie raz pod wozem, wiec nie bede sie tym przejmowac, wazne zeby wierzyc w siebie i tego sie trzymam :o)